środa, 7 listopada 2012

"Niech go sobie król zje!"



Powrót do domu.
Warszawa Centrum.

Siadam na przeciw interesującego Pana.
Wygląda ciekawie, nietypowo.
Lubię takich ludzi.

Rana na zgięciu kciuka.W rękach książka.

Ubrania pod kolor. Beżowo, jasno brązowe odcienie i bordowy akcent.
Torba - pod kolor, znanej firmy produkującej obuwie.

I okulary. Ciemne oprawki. Grube.

Myślę, że znajduje się w okolicach połowy wieku.
Siwe włosy wystające spod czapki przypominającej maciejówkę.
I ta bródka.  Malutki kwadracik. Tuż pod ustami.
Szkoda tylko, że nie po środku umiejscowiona.


Jeszcze nie ruszyliśmy. Usiedli obok jacyś Mało Ciekawi Ludzie.
Dziewczyna i chłopak.
 On ma większą wadę wzroku, niż Ona.
On pije jogurt, Ona się uczy.

Wracając do Pana.
Już trochę tu siedzimy czekając na odjazd. Odjazd.
Tylko raz, póki co, widziałam jego oczy.
Spojrzał w niebo przy stacji Warszawa Ochota.
Dotychczas jego oczy należały do książki, którą czyta.

Kolejny przystanek. Warszawa Zachodnia.
Mężczyzna, w momencie odjazdu, znów spojrzał w niebo. Potem na mnie. !.
Prost w oczy. To było dłuższe niż "rzucić okiem". Głębokie.
Ale ani we mnie, ani chyba w nim, nic nie zadrżało.
Wróciliśmy do swoich czynności. Pan do swojej lektury, w której pogrubioną czcionką widniał napis: 
"Niech go sobie król zje!",
ja do obserwowania jego intrygującego oblicza.

Przerzucił kilka kartek swojej książki.
Spojrzał w niebo i na mnie. Tak samo.
Tylko, że . . . jego wzrok dla mnie jest miły. Mój dla niego - dziwny? - odstraszający?
Stacja w tunelu, wzrok.
Spojrzenie w półcieniu wygląda lepiej.
Chyba zmieszany wrócił Pan do lektury. 

Warszawa Raków. 
Przejechała śmieciarka, a raczej ciężarówka z naczepą pełną żółtych worków. 
Nie wiedziałam, że śmieciarki mogą wzbudzać pozytywne emocje.
Uśmiecham się w duchu.
A pisząc to i na zewnątrz.

. . .

Nic się nie dzieje.
Za oknem.
Tak samo jak od ponad 3-ech lat.

. . .

Dojeżdżamy do Opaczy.
Schował książkę. Palcem wskazującym prawej ręki dwukrotnie trącił nos.
Głowa w dół. Chyba zasypia.
Heh, śpi.

To było przyjemne spotkanie.
Muszę wysiadać.
Przyjemny Diabeł szepnął tylko "Niech go sobie król zje!"  i pojechał z Panem dalej.
Śpiąc. W stronę Podkowy Leśnej. 

A.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz