Powrót do domu.
Warszawa Centrum.
Siadam na przeciw interesującego Pana.
Wygląda ciekawie, nietypowo.
Lubię takich ludzi.
Rana na zgięciu kciuka.W rękach książka.
Ubrania pod kolor. Beżowo, jasno brązowe odcienie i bordowy akcent.
Torba - pod kolor, znanej firmy produkującej obuwie.
I okulary. Ciemne oprawki. Grube.
Myślę, że znajduje się w okolicach połowy wieku.
Siwe włosy wystające spod czapki przypominającej maciejówkę.
I ta bródka. Malutki kwadracik. Tuż pod ustami.
Szkoda tylko, że nie po środku umiejscowiona.
Jeszcze nie ruszyliśmy. Usiedli obok jacyś Mało Ciekawi Ludzie.
Dziewczyna i chłopak.
On ma większą wadę wzroku, niż Ona.
On pije jogurt, Ona się uczy.
Wracając do Pana.
Już trochę tu siedzimy czekając na odjazd. Odjazd.
Tylko raz, póki co, widziałam jego oczy.
Spojrzał w niebo przy stacji Warszawa Ochota.
Dotychczas jego oczy należały do książki, którą czyta.
Kolejny przystanek. Warszawa Zachodnia.
Mężczyzna, w momencie odjazdu, znów spojrzał w niebo. Potem na mnie. !.
Prost w oczy. To było dłuższe niż "rzucić okiem". Głębokie.
Ale ani we mnie, ani chyba w nim, nic nie zadrżało.
Wróciliśmy do swoich czynności. Pan do swojej lektury, w której pogrubioną czcionką widniał napis:
"Niech go sobie król zje!",
ja do obserwowania jego intrygującego oblicza.
Przerzucił kilka kartek swojej książki.
Spojrzał w niebo i na mnie. Tak samo.
Tylko, że . . . jego wzrok dla mnie jest miły. Mój dla niego - dziwny? - odstraszający?
Spojrzał w niebo i na mnie. Tak samo.
Tylko, że . . . jego wzrok dla mnie jest miły. Mój dla niego - dziwny? - odstraszający?
Stacja w tunelu, wzrok.
Spojrzenie w półcieniu wygląda lepiej.
Spojrzenie w półcieniu wygląda lepiej.
Chyba zmieszany wrócił Pan do lektury.
Warszawa Raków.
Przejechała śmieciarka, a raczej ciężarówka z naczepą pełną żółtych worków.
Nie wiedziałam, że śmieciarki mogą wzbudzać pozytywne emocje.
Uśmiecham się w duchu.
Uśmiecham się w duchu.
A pisząc to i na zewnątrz.
. . .
. . .
Nic się nie dzieje.
Za oknem.
Za oknem.
Tak samo jak od ponad 3-ech lat.
. . .
Dojeżdżamy do Opaczy.
Schował książkę. Palcem wskazującym prawej ręki dwukrotnie trącił nos.
Głowa w dół. Chyba zasypia.
Heh, śpi.
To było przyjemne spotkanie.
Muszę wysiadać.
Przyjemny Diabeł szepnął tylko "Niech go sobie król zje!" i pojechał z Panem dalej.
Śpiąc. W stronę Podkowy Leśnej.
Śpiąc. W stronę Podkowy Leśnej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz