czwartek, 8 listopada 2012

Ilu Ty znasz ludzi?


Ciężki dzień.
Jak co dzień.

Ale jest o czym pisać.
Dziś na ćwiczeniach siedział obok mnie Diabeł - M.

Ty umiałbyś się skupić jak by tak bezczelnie siedział obok Ciebie diabeł?
Nie mogę.
Nie zdzierżę!

Znasz takich ludzi, którym chciałbyś w prost powiedzieć "Nienawidzę Cię!",
albo "Nie chcę Cię znać"?
Znasz takich ludzi, którzy czujesz, że zaśmiecają Ci życie?
Że są niepotrzebni, tylko zaśmiecają Twoją świadomość?
Pomyśl.

A teraz nie myśl. Policz.

Dziś na ćwiczeniach Ćwiczeniowiec rzucił między zdaniami:
"Pomyślmy, ilu Pani zna Polaków? Milion?".
Oczywiście wyłapałam i podłapałam.
Korcą mnie takie ciekawe(w moim mniemaniu oczywiście ciekawe) rzeczy do zastanowienia.
Zatem zaczęłam się zastanawiać. I liczyć.
A że pytanie retoryczne padło przy okazji Grup Społecznych, to dzieląc ludzi na grupy zaczęłam zliczać.
Za "znać" uznaję: "Wiem jak wygląda. Wiem, albo wiedziałam jak się nazywa. Kojarzę, mogłabym zagadać.".
Aby zostać doliczonym Człowiek musi spełniac pierwsze kryterium i jedno z kolejnych, bądź oba.
Zobacz.
50+4+25+10+10+30+30+500+50+15+ 4+10+50+5+10+10+15+5+5+5+10+20+10+10+5=898
Dziwne, zdaje mi się, że znam ich więcej.
W końcu tyle ich.
Niee, nie możliwe. Na pewno jest ich więcej.
Po prostu pozapominałam doliczyć niektórych.

A Ty? Ilu znasz ludzi?

Koniec refleksji.
A szkoda, bo była taaak fajna.
Wracając do Diabła.
W tym prawie tysiącu ludzi są tylko 2 osoby które są Diabłami.
Czuję że są jakieś takie brudne osobowościowo, aż śmierdzące, niepotrzebne.
Żałuję, że je znam
I popatrz. Akurat z jedną z nich muszę studiować, muszę być w grupie.
Niesprawiedliwe.

Nie mogłam się skupić.
Diabeł siedział obok mnie.
Patrzyłam na jego nogi w szarych portkach i mnie tak zwanie 'krew zalewała".
Siedzi za blisko mnie.
Starałam się odsunąć moje nogi jak najdalej.
Nadal za blisko, bo w jednym pomieszczeniu.
Chcąc nie chcąc, siedząc przy owalnym stole widziałam Diabła kątem oka.
Makabra!

I jeszcze ten tępy uśmieszek.
Ta gra! M. tylko udaje, że nie jest Diabłem.
Ja widzę że jest.
I to mnie najbardziej uwiera, że ja widzę Diabła.
Ale to szczegół, bo inni go nie widzą.

Co więcej, nieświadomie go lubią.
Widzisz, jaki Diabeł podstępny?
Makabra!
A.

środa, 7 listopada 2012

"Niech go sobie król zje!"



Powrót do domu.
Warszawa Centrum.

Siadam na przeciw interesującego Pana.
Wygląda ciekawie, nietypowo.
Lubię takich ludzi.

Rana na zgięciu kciuka.W rękach książka.

Ubrania pod kolor. Beżowo, jasno brązowe odcienie i bordowy akcent.
Torba - pod kolor, znanej firmy produkującej obuwie.

I okulary. Ciemne oprawki. Grube.

Myślę, że znajduje się w okolicach połowy wieku.
Siwe włosy wystające spod czapki przypominającej maciejówkę.
I ta bródka.  Malutki kwadracik. Tuż pod ustami.
Szkoda tylko, że nie po środku umiejscowiona.


Jeszcze nie ruszyliśmy. Usiedli obok jacyś Mało Ciekawi Ludzie.
Dziewczyna i chłopak.
 On ma większą wadę wzroku, niż Ona.
On pije jogurt, Ona się uczy.

Wracając do Pana.
Już trochę tu siedzimy czekając na odjazd. Odjazd.
Tylko raz, póki co, widziałam jego oczy.
Spojrzał w niebo przy stacji Warszawa Ochota.
Dotychczas jego oczy należały do książki, którą czyta.

Kolejny przystanek. Warszawa Zachodnia.
Mężczyzna, w momencie odjazdu, znów spojrzał w niebo. Potem na mnie. !.
Prost w oczy. To było dłuższe niż "rzucić okiem". Głębokie.
Ale ani we mnie, ani chyba w nim, nic nie zadrżało.
Wróciliśmy do swoich czynności. Pan do swojej lektury, w której pogrubioną czcionką widniał napis: 
"Niech go sobie król zje!",
ja do obserwowania jego intrygującego oblicza.

Przerzucił kilka kartek swojej książki.
Spojrzał w niebo i na mnie. Tak samo.
Tylko, że . . . jego wzrok dla mnie jest miły. Mój dla niego - dziwny? - odstraszający?
Stacja w tunelu, wzrok.
Spojrzenie w półcieniu wygląda lepiej.
Chyba zmieszany wrócił Pan do lektury. 

Warszawa Raków. 
Przejechała śmieciarka, a raczej ciężarówka z naczepą pełną żółtych worków. 
Nie wiedziałam, że śmieciarki mogą wzbudzać pozytywne emocje.
Uśmiecham się w duchu.
A pisząc to i na zewnątrz.

. . .

Nic się nie dzieje.
Za oknem.
Tak samo jak od ponad 3-ech lat.

. . .

Dojeżdżamy do Opaczy.
Schował książkę. Palcem wskazującym prawej ręki dwukrotnie trącił nos.
Głowa w dół. Chyba zasypia.
Heh, śpi.

To było przyjemne spotkanie.
Muszę wysiadać.
Przyjemny Diabeł szepnął tylko "Niech go sobie król zje!"  i pojechał z Panem dalej.
Śpiąc. W stronę Podkowy Leśnej. 

A.





wtorek, 6 listopada 2012

"Wspomnienie lata."




Diabła dziś dla Ciebie nie mam.
Ale mam wiersz.

"Wspomnienie lata"

Nie ma wątpliwości! 
Diabeł na wolności,
cud, że bez nagości!

Jest tu tylu gości,
którzy jak ja utknęli w ścisłości.

Diabeł na wolności
i nie ma wątpliwości, 
bo pachnie tu potem.

Dobrze, że teraz jest zima,
a lato przyjdzie potem.



A.

Próbowałam.



Próbowałam go dziś spotkać.
Przecież wczoraj mnie tak nawiedzał.

Nie było go.
Nigdzie.

Próbowałam go dziś spotkać w autobusie.
Nie było go.

Może jest zmęczony?
Tak jak ja.
A może to o mnie chodzi?

Podobno dziś spadł w Tatrach śnieg.
To prawda?
Może to przez to?

Dzisiejszy dzień był inny, w każdym razie.
Podobno, to przez ten śnieg w Tatrach.

Wiatr i śnieg.
Pewnie Diabłu po prostu zimno.


A.



poniedziałek, 5 listopada 2012

Baba.


"Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle."

Siedzę sobie spokojnie na siedzeniu czytając pewne pismo studenckie.
Wsiadła kobieta i spokój mój został zmącony - na pewno gdzieś obudził się Diabeł.

Wybrała miejsce naprzeciw mnie, zatem musiałam się jej przyjrzeć.
Oto, co się wydarzyło na zewnątrz i wewnątrz mnie:

Kobieta, nie młoda, około 40tki myślę, przysadzista.
Zanim usiadła, z gracją powiesiła swój, bodajże beżowy, parasol na półeczce nad śmietnikiem.
Zanim usiadła, z gracją powoli położyła na siedzeniu obok dwie siatki, takie wiesz, z plastiku. 
Pierwsze odczucie - całkiem elegancka,zadbana, lecz widać znaki czasu.
Ciemny płaszcz z futrzanymi wykończeniami, bluzka niby elegancka w przesadne falki z materiału, czarna, krótka nad kolano spódnica.
Nie jest źle. 
Kobieta przypudrowała się pudrem nieco lepszej jakości.
Wyciągnęła błyszczyk. Użyła. 
Mimowolnie patrzę na nogi, bo przecież spódnica krótka.
Spostrzegam cieliste rajstopy oraz... włosy.
Nie, to nie wygląda tak, jakby Baba nie miała wczoraj, czy też dzisiejszego poranka czasu użyć maszynki.  
Nie dość, że były to włosy gęste, to jeszcze miały ze 2 - 2,5 cm długości!
Nie, oczywiście, że nie pokrywały całych nóg. 
Swoją osadę rozbiły tuż pod kolanem na prawej nodze.
Uff, na lewej też, dobrze, że jest symetrycznie... 

Nie no.
Nie mogę, nie zdzierżę! 
Nie przejdę przez to sama.
Napisałam SMS-a do mojego Mężczyzny, aby dać upust swoim emocjom.
Nie odpisał, pewnie umarł po takiej wiadomości.
W związku z brakiem odpowiedzi i chwilowym ujściem emocji, zaczęłam się zastanawiać nad życiem tejże Baby. 
Może jest coś nie dobrze, może powinnam jej współczuć?
W czasie gdy to się działo, Ona ze swych siatek wyjęła ze swych siatek dwa (chyba) żele pod prysznic, jeden po drugim. Żele tej samej firmy, ale zapach zapewne inny.
Gdzieś w okolicy stacji Warszawa Zachodnia ucięła sobie krótką pogawędkę, że tak powiem, w której wspomniała o spotkaniu w Reducie (gdzie nie wysiadła).
Próbowałam się skupić na czymś innym moją gazetą zakrywając z pola widzenia te... nogi.
Wtedy zauważyłam jej dłonie, które chyba ukrywała. 
Przysadziste palce, przysadzistej Baby. 
Krótkie paznokcie, ale nie obgryzione.
Kciuki, jakby próbowała schować bardziej niż inne palce.
Te mnie zainteresowało zwłaszcza! (Ale mnie korci ten diabeł!)
Udało mi się! Zobaczyłam kciuk(chyba u prawej ręki)!
Skóra zrogowaciała, jakby ciężko pracował fizycznie ten kciuk.
Ale reszta palców można powiedzieć "normalna".
Pomyślałam, dobrze.
Będę jej współczuć, już odpuszczam.

Ale wtedy wyszedł z niej Diabeł!
Nie wierzę! 
Baba, mówiąc kolokwialnie, wysmarkała się w chusteczkę!
Wiem, w tym nie ma nic Złego.
Ale, potem tą samą chusteczką przetarła sobie zaziemnione (bo to nie było błoto) pantofle!
Nie, nie zdzierżę!
Piszę drugiego SMS-a do mojego Mężczyzny! 
Dostaję odpowiedź- "Ooooooooo fyuuuuuuuu"- uff, jednak żyje!
Przynajmniej tyle dobrego.

O, kolejne szczęście! 
Moja stacja! 

Na szczęście, Baba pojechała w stronę Komorowa.
Może jej nigdy nie spotkam.
Może Diabeł się już dziś nie obudzi. 




A.




Powitanie.


"Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tam wchodzicie."
— Dante, Boska Komedia I 3, 9

...czyli że gdy wsiadasz, miej świadomość, że ja też mogę tam siedzieć.
Rozumiem, wracasz zmęczony, zmęczona po całym dniu - ja także.
Rozumiem, mogłeś lub mogłaś się śpieszyć rano - ja też się zazwyczaj śpieszę.
Rozumiem, ale też widzę, 
więc wybacz mi, jeśli się tu znajdziesz.
Przecież to nie moja wina, że Diabła porzekadła umieściły w Szczegółach.
A skoro już On tam jest, to musi przecież być zły. Taka jego natura. 
W związku z tym, nie złość się na Diabła, gdy jest zły.
Ale wracając.
Gdy juz wsiadasz do pociągu, kolei, tramwaju,
zwłaszcza,
gdy są to pojazdy bardziej puste, niż pełne, 
gdy jest rano, albo wieczór, 
gdy siadasz na przeciwko kogoś,
wiedz, że to mogę być Ja.
A ja widzę, widzę Twoje szczegóły.
Widzę ten obskrobany paznokieć, 
kilka włosków po niedokładnym goleniu, 
krople potu pod kolanem.

Tak już mam, mi nie jest obojętne.

Wiem, to nie miłe, że Ci to wypominam, w końcu sam nie jestem idealny.
Sam, pisząc to, siedzę w dziurze w czarnej skarpetce, skąd wystaje mały, pomalowany na niebiesko paznokieć.

Do zobaczenia na trasie! 
Diabeł.